Co to jest ikonostas? Kim są Rusnaki? Gdzie leży Łemkowszczyzna? I co to są carskie wrota? Te pojęcia z pewnością wielokrotnie pojawiały się w literaturze, prasie i internecie, ale tylko mniejszość znała ich prawdziwe znaczenie. Teraz, dla większości, odpowiadamy na te i inne pytania w kontekście szerokiego i barwnego tematu, jakim są Łemkowie ze swoim ogromnym bagażem historii i tradycji. Zapraszam więc na krótką wędrówkę prowadzącą na wschód.

IMIĘ JEST PRZEZWISKIEM

Łemkowski strój z Krynicy-ZdrojuSłysząc „Łemkowie", pierwszym narodowościowym skojarzeniem, jakie nasuwa się nam na myśl są Ukraińcy. Sięgając jednak do ich genealogii okazuje się, że mamy do czynienia ze swoistą „mieszanką" kilku narodowości. Etnolog Kazimierz Dobrowolski wyróżnił w niej południowych Słowian i Rusinów z domieszką rumuńskich pasterzy koczujących na Bałkanach, zaprawionych Albańczykami. A kim oni się czuli? Sami siebie nazywali Rusnakami lub też Rusinami. Osiedli się na ziemiach polskich w XVI wieku. Ich ówczesne miano narodziło się znacznie później z... przezwiska, które nadali im ich zachodni sąsiedzi - Bojkowie. Sama nazwa natomiast pochodzi od słowackiego słowa „łem" i oznacza „tylko". Łemkowie mieli często posługiwać się tym słowem, co przyczyniło się do nadania im takiego, a nie innego przezwiska, które początkowo nie było zbyt lubiane. Z czasem jednak nowe określenie upowszechniło się za sprawą literatury i prasy, by po II wojnie światowej na dobre wejść w użytek i stanowić oficjalną nazwę ludności zamieszkującej obydwie strony Karpat.

„(...) TAM MIEJSCE MATCZYNE RODZINNE"

A skoro jesteśmy już przy geografii to przyda się tutaj parę nazw, które pozwolą nam zlokalizować tereny zamieszkiwane niegdyś przez Łemków. Nazwano je po prostu Łemkowszczyzną. I znowu pierwszą asocjacją jest oczywiście wschód! Dokładniejsza topografia wskazuje natomiast na pas Beskidów po stronie słowackiej, a po polskiej - obszar od Wielkiego Działu w Bieszczadach po Dolinę Popradu oraz ziemię na pograniczu Małych Pienin i Beskidu Sądeckiego (czyli tzw. Ruś Szlachtowską).

Pisanki łemkowskie w krynicy-ZdrojuŁEMKOWIE NIE JEDEN MAJĄ JĘZYK

Jak widomo współcześni Łemkowie mieszkający w Polsce najczęściej są i czują się Polakami. A co za tym idzie - posługują się także językiem polskim. Kiedyś natomiast wszyscy używali właściwego sobie dialektu języka ukraińskiego, z którego potem wykształcił się ich własny - łemkowski. Przesiąknięty archaizmami i zapożyczeniami z gwar rumuńskich, słowackich, węgierskich i polskich został oparty na elementach języka rosyjskiego.
Jednakże ze względu na uwarunkowanie terytorialne (granica polsko – słowacka) lingwiści uznali, że nie ma języka „ogólnołemkowskiego", ani mniej, czy bardziej wzorcowej jego gwary, ponieważ łemkowski po polskiej stronie był bardziej naznaczony dialektami polskimi, a za granicą – słowackimi. Niemniej jednak, mnogość i różnorodność gwar uważana jest za niezwykłą i charakterystyczną cechę tego języka. Niesamowite jest przecież to, że mieszkańcy sąsiedniej wioski mówili trochę inaczej! 

RELIGIJNA PRZEPLATANKA

Matka Boska Hogetria Wskazująca DrogęPonieważ Łemkowie od początku swego istnienia byli mocno związani z chrześcijaństwem wschodnim, ich religijny rodowód przeplatany jest etapami prawosławnymi i greckokatolickimi. Wszystko jednak zaczęło się od prawosławia, które było pierwotnym wyznaniem ludności łemkowskiej. Wraz z unią brzeską podpisaną w 1596 roku przyszła epoka greckokatolicka, w wyniku której przyjęto ten właśnie obrządek. Okres ten trwał długo, bo ponad trzy stulecia. Co więc odwróciło Łemków od greckokatolickiej religii, której byli wierni przez setki lat? Schizma tylawska w latach 1926 -1934, która spowodowała powrót Rusnaków do wyznania przodków, czyli prawosławia.
Współcześni Łemkowie są w tej kwestii podzieleni – część z nich bowiem ostała przy wierze greckokatolickiej. Jednakże, tych prawosławnych jest troszkę więcej. Dlatego przyjrzymy się tej religii z bliska.
U progu powstania prawosławia leży rywalizacja religijno – cywilizacyjna między cesarstwem bizantyńskim (Wschodem) a Rzymem (Zachodem). Swoje apogeum osiągnęła w połowie XI wieku (1054 rok), by podzielić chrześcijaństwo na dwie części. Tak więc, w wyniku tzw. wielkiej schizmy wschodniej narodziło się prawosławie, którego centrum, po upadku Bizancjum skupiło się w Rosji. Z historii tyle. A co z doktryną, która przecież diametralnie różni się od rzymskokatolickiej?
Otóż, prawosławie w swym założeniu nie uznaje Niepokalanego Poczęcia i Wniebowzięcia Maryi. Odrzuca też nieomylność papieża i jego zwierzchnictwo nad wszystkimi wiernymi. Na czele kościołów narodowych stoją natomiast krzyż ośmioramiennypatriarchowie i metropolici, a honorowy patronat nad nimi sprawuje Ekumeniczny Patriarchat Prawosławny w Konstantynopolu.
Kolejną, zasadniczą i prostą różnicą, którą możemy dostrzec gołym okiem jest krzyż. Trzeba przyznać, że wygląda on intrygująco. Nie przypadkowo został nazwany ośmioramiennym. Powstał bowiem z połączenia krzyża greckiego, łacińskiego i krzyża św. Andrzeja, a belki poprzeczne symbolizują kolejno: tablicę z napisem, którą kazał umieścić Piłat (Jezus Nazarejczyk Król Żydowski), miejsce na ręce Jezusa i ostatnia – miejsce na Jego nogi. A jeśli już mowa o symbolach religijnych, to nie można w tym miejscu zapomnieć o najbardziej charakterystycznych elementach prawosławia – ikonach – wokół których wciąż krążą spory dotyczące... no właśnie... 

WYPISZ CZY WYMALUJ?

Tylicz  wnętrze zabytkowego kościoła fot. Piotr BasałygaOdgrywają w liturgii prawosławnej ważną rolę i są swego rodzaju łącznikiem między sferą ziemską a boską. Ikony, bo o nich mowa, to nie tylko zwykłe obrazy. Powstają według ściśle określonych reguł i specjalnych technik malarskich zwanych kanonem ikonograficznym. Najważniejszym jego założeniem jest jasne, złocone tło, symbolizujące świętość i Bożą chwałę. Wybór postaci również nie jest dowolny. Pożądany jest jedynie wizerunek istot transcedentalnych, czyli istniejących poza zasięgiem ludzkiego doświadczenia. Do najczęściej przedstawianych należą: Chrystus, Bogurodzica, Archanioł Gabriel i święci. Tematem ikon mogą być również cuda i wydarzenia z Nowego Testamentu.
Jednakże, cały proces powstawania jest czasochłonny i wymaga od ikonnika samodyscypliny. Artysta bowiem przygotowuje się do tworzenia dzieła poprzez ascezę, modlitwę i lekturę Pisma Świętego. Istotne przecież jest to, by zachować tradycję pierwszych twórców. Wierni uważają za jednego z nich św. Łukasza Ewangelistę, ale pierwowzorem ikony jest mandylion z Edessy – chusta przedstawiająca oblicze Chrystusa. Ze względu na ewidentną analogię nazwano go odpowiednikiem całunu turyńskiego.
Uzupełnieniem całego wykonania są różnego rodzaju podpisy i inskrypcje. Wierzenia mówią, że dzięki nim ikona zawiera pierwiastek boskiej energii lub świętości.
A jeśli wspomnieliśmy już o napisach, to powróćmy teraz do tego słynnego sporu. Otóż, upowszechniło się powiedzenie, że proces powstawania ikon to pisanie (co miało podkreślić ich boski charakter), a nie, jak wynika z logicznego wnioskowania – malowanie. Badacze problemu uważają jednak, że cały konflikt spowodowany jest błędnym tłumaczeniem greckiego słowa, które jednocześnie oznacza „pisać" i „malować". Według Łemków natomiast ikony się pisze, skąd nazwa jednej z profesji – ikonopisarstwo.
A teraz możemy odpowiedzieć na obiecane wcześniej pytanie „co to jest ikonostas?" Nie przypadkowo wspominam o tym właśnie w tym miejscu. Jak sama nazwa wskazuje, pojęcie to bardzo mocno wiąże się z ikonami.
Ikonostasem więc nazywamy pokrytą ikonami przegrodę znajdującą się w części ołtarzowej cerkwi. Za nią, poza zasięgiem wzroku wiernych stoi prestoł (odpowiednik ołtarza), gdzie odbywa się obrzęd Eucharystii. Ponadto, ikonostas podzielony jest carskimi wrotami przeznaczonymi wyłącznie dla odprawiającego nabożeństwo, a ponad nimi najczęściej spotykamy ikony Chrystusa pomiędzy Maryją i Janem Chrzcicielem. Oprócz carskich wrót zwieńczonych łukiem, ikonostasy w tradycji łemkowskiej mają co najmniej dwa dodatkowe przejścia przeznaczone tylko dla mężczyzn.

AKCJA „ŁEMKOWSZCZYZNA"

„Nie wiedzieli że po drodze
Spod Jaworzyny
Trafią do Jaworzna..."

Jezusek z PowroźnikaSłowami wiersza Władysława Grabana można śmiało rozpocząć tę opowieść. Opowieść, którą zapisano czarne karty historii Łemków. I chociaż do dziś ich okoliczności są przedmiotem wielu kontrowersji, gdyż otacza je aura niedopowiedzeń, to z całą pewnością należy o nich mówić w sposób jasny i prawdziwy, na tyle, ile jest to możliwe.
Ów przykry okres dotyczy wysiedleń, które dwukrotnie spotkały ludność łemkowską na ziemiach polskich. Pierwsze z nich miały miejsce w latach 1944 – 1946. Deportowani mieli zostać osiedleni na Ukrainie. Jednakże, akcja ta, pomimo usilnych starań, nie odniosła zamierzonych skutków. Wielu Łemkom udało się uniknąć przesiedlenia. Według szacunku komunistycznych władz w kraju pozostało ich ok. 20 tys. W rzeczywistości było ich prawie 160 tys.
W związku z tym, że nie osiągnięto pożądanych efektów, narodziła się koncepcja ponownego wysiedlenia, lecz tym razem na Ziemie Odzyskane (województwa: szczecińskie, olsztyńskie, wrocławskie). Oficjalny plan nosił nazwę: „projekt organizacji akcji Wschód" i obejmował swoim zasięgiem Łemków, Ukraińców i mieszane rodziny polsko – ukraińskie. Jego głównym założeniem było przesiedlenie danej ludności i osiedlenie jej w jak największym rozproszeniu na Ziemiach Odzyskanych.

Tylicz grób księdza byłego więżnia Tallerhofu fot. Piotr BasałygaDo wykonania planu powołano specjalną Grupę Operacyjną „Wschód", która potem zmieniła kryptonim na „Wisła" – stąd bardziej nam znana i popularna nazwa wysiedleńczych działań - „akcja Wisła".
Zaplanowana operacja rozpoczęła się 28 kwietnia 1947 roku i dotknęła nawet tych, którzy w wysokim stopniu byli lojalni wobec Polski. Wysiedlane rodziny zapewniano o godziwych warunkach podróży. Realne okoliczności obiegały jednak od tych obiecywanych i najczęściej przypominały życiową tragedię. Czas na spakowanie swoich rzeczy był bardzo krótki, a dopuszczalna waga bagażu - niewielka. Z tego powodu w domostwach pozostawiano potrzebne zapasy żywności. Nierzadko zdarzało się też, że wioskę opuszczano pod groźbą śmierci z lufą karabinu przy skroni.
W punktach zbornych, gdzie ludność łemkowska i ukraińska była przesłuchiwana, panował chaos i brak podstawowych warunków sanitarnych. Stąd wiele osób podejrzanych o sprzyjanie Ukraińskiej Powstańczej Armii trafiło do aresztu lub Centralnego Obozu Pracy w Jaworznie. Przebywali tam też księża i inteligencja.
Transport pociągiem również okazał się fatalny. Często miały tu miejsce przypadki zgonów dzieci i osób starszych. Ci, którzy go przeżyli przypłacili to licznymi chorobami zakaźnymi. Dodatkowo, w trakcie, ujawnił się kolejny problem – źle oceniono ilość osób przeznaczonych do wysiedlenia, a wojsko dysponowało zbyt małą liczbą wagonów, w związku z czym ludność podróżowała w przepełnionych pociągach, co w dużej mierze przyczyniło się do nieodpowiednich warunków i śmierci przewożonych.
Akcja „Wisła" trwała do 15 sierpnia 1947 roku, lecz jeszcze w 1950 roku odnotowano pojedyncze transporty na Ziemie Odzyskane. Co było przyczyną działań wysiedleńczych Łemków i Ukraińców? Wielu z nas zadaje sobie to pytanie. Motywy natomiast są bardziej prozaiczne, niż się nam wydaje. Przede wszystkim komunistyczne władze chcące zdobyć poparcie ludności negatywnie nastawionej do Łemków, a same przesiedlenia tłumaczące planem stworzenia państwa jednonarodowego. Po drugie walka z ciągle aktywną Ukraińską Powstańczą Armią (słynne UPA). Ta pobudka okazała się jednak bezpodstawna, gdyż UPA nie wykazywała wzmożonych działań na Łemkowszczyźnie, a po 1947 roku wręcz je osłabiła. Zwalczanie działalności UPA użyto zatem jako propagandę. Podobnie wykorzystano zamach na gen. Karola Świerczewskiego w Jabłonkach koło Baligrodu w Bieszczadach. Ponieważ polski generał wpadł w pułapkę przygotowaną właśnie przez UPA, stanowiło to świetny argument do przesiedleń, które były zaplanowane dużo wcześniej.
Po krótkim podsumowaniu bez trudu można dostrzec, że komunistyczne władze nie posiadały żadnego słusznego powodu, aby pozbyć się Łemków i Ukraińców – kierował nimi egoizm – chęć przypodobania się Związkowi Radzieckiemu i zdobycie większego poparcia. Do dziś jednak Polacy noszą znamię odpowiedzialności za to wydarzenie.
Na szczęście, w 2007 roku sytuacja uległa złagodzeniu, kiedy ówczesny polski prezydent Lech Kaczyński i prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko oficjalnie potępili akcję „Wisła" i uznali ją za sprzeczną z Prawami Człowieka. A winą za jej organizację obarczono komunistyczny reżim totalitarny, który w tamtym czasie opanował Rzeczpospolitą i jej rząd.

KRES ŁEMKOWSKIEJ „DIASPORY"

Cerkwia PowroźnikSzczęśliwie, po chwilach deszczu i burzy w łemkowskiej historii przychodzi naturalnie czas na słońce. W Łemkach zaczyna budzić się poczucie tożsamości i jedności narodowej. Pojawiają się nawet pomysły ogólnych zgromadzeń i zjazdów. Pierwsze z nich realizują się już w 1983 roku, kiedy zostaje zorganizowana pierwsza Łemkowska Watra – wielka, coroczna impreza – święto kulturalne, na której gromadzą się Łemkowie z całego świata. Zainspirowali ją dwaj zakochani w Łemkowszczyźnie artyści: Władysław Graban (poeta i wybitny przedstawiciel współczesnej poezji łemkowskiej) oraz Piotr Trochanowski (współczesny poeta łemkowski i działacz kulturalny), a jej pierwszym realizatorem był zespół „Łemkowyna".
Po raz pierwszy odbyła się w Czarnej koło Uścia Gorlickiego, gdzie znajduje się pomnik poświęcony ofiarom wysiedleń. Kolejnymi miejscami były Hańczowa i Bartne. Do dzisiaj jednak Watra odbywa się w Zdyni, gdzie przeniesiono ją po siódmym spotkaniu.
Ktoś teraz zapyta: jaka jest jej misja? Aby ją dokładnie wyjaśnić, trzeba najpierw sięgnąć do etymologii słowa. Otóż, „watra" to wyraz pochodzenia wołoskiego i oznacza duże ognisko. Terminem tym posługiwano się najczęściej w Karpatach. Niegdyś rozpalenie watry miało charakter bardzo sentymentalny – przy niej budziły się wszelkie wspomnienia o przodkach i minionych czasach, przywoływano pamięć o tradycji i wzmacniano poczucie jedności. Jej nieodłącznymi elementami były śpiew, tańce oraz... milczenie.
-Watra miała być okazją do spotkań Łemków z różnych zakątków świata. Chodziło o zjednoczenie i więzi, ale również o pamięć i tradycję – mówi pan Piotr Trochanowski.
A jak te spotkania wyglądają dzisiaj? Cóż... idea na pewno się nie zmieniła. A charakter?
-Współczesna Watra pomimo, iż nazywa się łemkowska jest bardziej ukraińska – stwierdza pan Trochanowski. –Kiedyś Łemkowie byli tam większością, dzisiaj jest inaczej. Zamiast naszej flagi, wisi ukraińska – kontynuuje. –Charakter natomiast pozostał ten sam – łączenie się.
Poza tym Watra dzisiaj jest wzbogacona o koncerty zespołów łemkowskich i ukraińskich, wybory miss i tym podobne atrakcje. Wciąż jednak daje możliwość spotkania się Łemków z całego świata. Corocznie bowiem Zdynia gości Kanadyjczyków, Niemców, Serbów, Chorwatów oraz obywateli USA.

Poświęcenie wody  Jordan 2010 fot. Piotr BasałygaSPÓŹNIONE ŚWIĘTA

24 grudnia – ten dzień każdemu katolikowi kojarzy się tak samo, z Wigilią Bożego Narodzenia. A co oznacza dla Łemka? Znak, że jego święta już za 13 dni!
Dlaczego więc nasi sąsiedzi obchodzą Boże Narodzenie później? Dzieje się to za sprawą przyjętego przez prawosławie kalendarza juliańskiego. Opracowany na polecenie Juliusza Cezara miernik dni i lat funkcjonował w Europie przez wiele stuleci. W Polsce zastąpiono go w 1582 roku kalendarzem gregoriańskim, który wyprzedzał go o 13 dni, stąd ta różnica w obchodzeniu świąt. Jednakże, niektóre Kościoły zachowały stary system, aby podkreślić odrębność od katolicyzmu. Dlatego Wigilia w kościele prawosławnym przypada na 6 stycznia.

- Boże Narodzenie trwa u nas 3 dni. Po Wigilii jest pierwszy, drugi i trzeci dzień świąt – mówi Natalia, młoda Łemkini z Krynicy – Zdroju. – Pamiętam jeden zwyczaj. Rankiem 6 stycznia myjemy twarz zimną wodą, w której zanurzono kilka monet. Ta czynność wykonywana właśnie tego dnia ma zapewnić piękny wygląd i zdrowie w zbliżającym się roku. – dodaje.
Ale to nie wszystkie obyczaje związane Wigilią. Na wsiach zachowało się ich o wiele więcej. Jeden nawet pachnie andrzejkowymi wróżbami w stylu „kto pierwszy stanie na ślubnym kobiercu". Tylko tutaj wszystko leży w... kocich łapkach.
- Nazywamy to wróżbą z bobalków - opowiada pani Maria ówcześnie mieszkająca w Krynicy. – Bobalki to wałeczki z ciasta, które układa się na ziemi. Między nie wpuszcza się kota, który zwabiony słodkim zapachem wybierze jeden z nich. Właściciel wybranego bobalka pierwszy zostanie mężem lub żoną – objaśnia ze śmiechem, bo przecież wiadomo, że to tylko żarty. Są też poważniejsze tradycje...
- Kiedy byłam dzieckiem, tata przed wieczerzą wigilijną zabierał wszystkie dzieci do stajni, gdzie karmiliśmy zwierzęta chlebem z czosnkiem. Potem brał ze sobą snopek siana, który przynosił do domu i kładł w kącie kuchni. – wspomina pani Maria. – Dopiero po tym można było zasiąść do stołu. A ten rytuał gwarantował pomyślność domownikom w nadchodzącym roku. – dodaje.

Dobrze, siadamy zatem do stołu. A co na nim znajdujemy?Ślub w obrządku prawosławnym  Krynica fot. Piotr Basałyga 12 potraw tradycyjnie – uśmiecha się pani Maria. – Jako pierwszą należy wymienić prosforę. Jest to pieczony na wodzie i poświęcony w cerkwi chleb, który śmiało można nazwać odpowiednikiem opłatka, od którego zaczyna się rzymskokatolicką Wigilię. – wyjaśnia.
Następnymi i najważniejszymi składnikami na stole są: symbolizująca obfitość sól, czosnek – od wieków kojarzony z naturalnym antybiotykiem oraz zwykły chleb – symbol pożywienia.
- Króluje oczywiście barszcz z uszkami. Jest też ryba, ale niekoniecznie karp. Do tego ziemniaki i kapusta – wymienia pani Maria. – Przyrządzam również kompot z suszu oraz groch i fasolę.
Jednak najbardziej oczekiwaną przez wszystkich potrawą są pierogi z kapustą, w których ukrywa się drobne pieniążki, najczęściej grosiki.
- Wigilijna wróżba mówi, że ten, kto odnajdzie najwięcej takich pierogów, w przyszłości posiądzie wielkie bogactwo. Ja podaję je na samym końcu, żeby domownicy nie przesadzili, ale skosztowali też innych dań – zdradza ze śmiechem nasza gospodyni.
No i proszę... nie trzeba być filozofem, żeby zauważyć, iż tradycyjne potrawy występujące na Wigilii u katolików nie są tak bardzo inne od tych przedstawionych wyżej. A nawet można pokusić się o stwierdzenie, że są bardzo podobne. Jest jednak coś, co je odróżnia.
- Do przyrządzenia wigilijnych dań nie powinno się używać tłuszczu zwierzęcego. Do smażenia używa się tylko oleju roślinnego – wyjaśnia pani Maria.

I jeszcze jedna ciekawostka: wszyscy obecni przy stole jedzą z jednego półmiska! Kolejna czynność, w której Łemkowie podkreślają, jak silną są wspólnotą.
- Jest u nas taki zwyczaj, że po spożyciu kolacji w Wigilię nie zmywamy naczyń, z których jedliśmy aż do drugiego dnia świąt – opowiada pani Maria z nieskrywanym uśmiechem. Ciekawe, co powiedziałby na to inne gospodynie...
Jesteśmy więc po kolacji. O północy katolicy udadzą się do kościoła na uroczystą Pasterkę. A prawosławni Łemkowie?
- Mamy takie nabożeństwo w stylu waszej Pasterki. I choć rozpoczyna się wcześniej, bo o godzinie 20, to znajdzie się kilku przysypiających – śmieje się Natalia. A skoro niektórzy są senni to chyba czas już przejść do następnych świąt.

ŚWIĘTO ŚWIĄT

koszyczek wielkanocny kryniccy łemkowiePomimo, iż prawosławni uważają je za najważniejsze święto w całym roku, to pod względem tradycji i obyczajów zdecydowanie ustępuje miejsca Bożemu Narodzeniu. W liturgii natomiast nie szczędzi sobie bogactwa i okazałości. Wielkanoc, bo o niej mowa, to niewątpliwie wielka uroczystość dla Łemków.
-To największe święto w Cerkwii. Święto świąt – mówi pan Piotr Trochanowski. –Jest Droga Krzyżowa i wynos całunu w Wielki Piątek. Pokarmy natomiast święci się po nabożeństwie o północy, w noc z soboty na niedzielę – wymienia.
A w wielkanocnym koszyku oprócz smakołyków znajdziemy prawdziwe dzieła sztuki. Są nimi pisanki malowane woskiem. I choć zajęcie to jest trudne i bardzo czasochłonne to dla końcowego efektu naprawdę warte zachodu.
Zwyczajów, jak wspomniałam wcześniej jest niewiele. Jeden z nich to obchodzenie domu dookoła z wielkanocnym koszem, w którym znajduje się święconka.
- Ma to zapewnić dostatek i chronić dom przed nieszczęściami – wyjaśnia pan Trochanowski.
Inna tradycja wiąże się z Wielką Niedzielą. W ten dzień nie gotuje się jadła, a wierni ograniczają się tylko do podgrzewania potraw.
-Zachowały się też szczątki Śmigusa Dyngusa. Ale nie jest to tak popularny zwyczaj jak w kościele rzymskokatolickim –stwierdza pan Piotr. Piękny obyczaj odbywa się też przy wielkanocnym śniadaniu – Łemkowie dzielą się jednym jajkiem, co znów podkreśla ogromne poczucie wspólnoty.

PO ŁEMKOWSKU DZISIAJ

Poświęcenie palm w cerkwi prawosławnej w Krynicy fot. Piotr BasałygaWiemy już, że łemkowska kultura jest niezwykle barwna i bogata. Wiemy też, że takie skarby trzeba pielęgnować, aby mogły je podziwiać przyszłe pokolenia. W jaki sposób więc współcześni Łemkowie podtrzymują wieloletnią tradycję?
-W szkołach, od najmłodszych lat odbywają się specjalne zajęcia łemkowskie, na których dzieci uczą się języka łemkowskiego, cyrylicy po grecku i historii. Jest też religia prowadzona oczywiście po łemkowsku – wymienia młoda Łemkini z Krynicy. -Ponadto, dla chętnych organizowane są lekcje ikonopisarstwa. A przynajmniej raz w miesiącu mają miejsce spotkania, na których młodzież bawi się przy pieśniach wykonywanych na żywo – dodaje.
- W domach też rozmawiamy po łemkowsku – zdradza pan Piotr Trochanowski. –Jest to język, który każdy Łemko wyniósł z domu.
Ale to nie wszystko - działania sprzyjające rozwojowi kultury łemkowskiej wykraczają również poza obszar Łemkowszczyzny i okolic. W Krakowie, Uniwersytet Pedagogiczny im. Komisji Edukacji Narodowej otworzył na kierunku filologii rosyjskiej specjalizację języka rusińsko – łemkowskiego. W Szymbarku natomiast we wrześniu 2012 roku wystawiono sztukę Roberta Urbańskiego pt. „Łemko".

Poświęcenie wody fot. Piotr BasałygaCo więcej, Łemkowie organizują pielgrzymki do miejsc doświadczonych cudami i objawieniami. Jednym z nich jest święta góra Jawor. I chociaż jej tradycja jest niedawna – sięga międzywojnia – to ówcześnie stała się popularnym sanktuarium. Wierni przybywają tam nie tylko po to, aby skosztować wody z cudownego źródełka, ale również na odbywające się tam uroczystości kościelne, np. święto Piotra i Pawła. Najważniejszym miejscem kultu prawosławnych Łemków jest natomiast święta góra Grabarka, gdzie mieści się monaster świętych Marty i Marii, 3 cerkwie klasztorne oraz cmentarz.
Ważnym symptomem podtrzymywania tradycji jest również obchodzenie rozmaitych świąt w ciągu roku. Takim jest, na przykład, celebrowane 14 października, szeroko rozpowszechnione na Łemkowszczyźnie święto Pokrowy Bogarodzicy, czyli Opieki Matki Boskiej. Jest ono tak znane wśród Łemków, że z tej okazji odbywają się odpusty parafialne w Hańczowej, Zdyni oraz Bielance.
Kolejnym jest Rusala, czyli Zielone Świątki, kiedy przystraja się domy zielenią. Dalej – święto Spasa (Zbawiciela), to znaczy Przemienienie Pańskie, podczas którego następuje poświęcenie owoców.
Podsumowując całą wędrówkę po Łemkowszczyźnie można śmiało stwierdzić, że bardzo mało wiemy o Łemkach, ich zwyczajach i historii. Ich bogate tradycje i obrzędy mogą wydawać się nieco egzotyczne, choć przecież, patrząc z innej perspektywy są bardzo podobne. A sami Łemkowie to doskonały przykład wspólnoty, jedności i wzajemnych więzi międzyludzkich tak rzadko spotykanych we współczesnym świecie.

Ewelina Kotlarz 19.12.2012
Krynicka Organizacja Turystyczna